piątek, 28 czerwca 2013

czerwona soczewica rozgrzana imbirem

dzisiejsza propozycja...

zupa z czerwonej soczewicy z marchewką i imbirem
proste danie, którego nauczyła mnie współlokatorka z czasów studenckich, smakuje niesamowicie i dzięki imbirowi nabiera orientalnego smaku. Jeśli dodać, że robi się ją w mgnieniu oka, a do tego jest bardzo pożywna i zdrowa - mamy przepis idealny. Zupa działa rozgrzewająco dzięki imbirowi - polecam ją więc przede wszystkim w chłodne, nieprzyjemne dni, co nie oznacza, że i latem nie można po nią sięgać.

składniki:
- ok 250 g czerwonej soczewicy
- 3-4 średniej wielkości marchewki
- 2-3 małe ząbki czosnku
- ok 3 łyżeczki koncentratu pomidorowego (opcjonalnie także puszka krojonych pomidorów)
- przyprawy: 2 listki laurowe, sól, kostka rosołowa (lub przygotowany wcześniej bulion), bazylia, opcjonalnie lubczyk, odrobina cukru, duża ilość imbiru

co z tym zrobić:
   na dno rozgrzanego garnka wlać trochę oliwy, włożyć pokrojony w plasterki czosnek, chwilę podsmażyć. Włożyć pokrojoną w talarki marchew i zalać ok 2 litrami wody (lub bulionu). Włożyć listki laurowe, wsypać trochę bazylii, lubczyku, włożyć kostkę rosołową. 
   do gotującej się zupy wsypać czerwoną soczewicę - będzie się gotowała ok 7-8 minut - od czasu do czasu mieszać. następnie dodać puszkę pomidorów, koncentrat pomidorowy, wsypać imbir - ja daję go sporo - ok 1/3 paczki mielonego imbiru, dodać odrobinę cukru (dla pomidorów).
   całość jeszcze chwilę pogotować, ewentualnie doprawić solą. Nie dodaję już do zupy pieprzu - ostrości nadaje jej wystarczająco dużo imbir. Można posypać natką pietruszki (choć pewnie lepiej pasowałaby nawet świeża bazylia).

smacznego!

szybko, łatwo, treściwie i smacznie - czego chcieć więcej?

czwartek, 27 czerwca 2013

czym potraktować kanapkę? - czyli rzecz o maśle, margarynie i oliwie z oliwek

tłuszcze są bardzo ważne w naszej diecie - ich brak zakłóca przyswajanie witamin A, D, E, K, źle wpływa na funkcjonowanie mózgu, odporność organizmu, na stan włosów i skóry, więc zupełnie zrezygnować z nich nie można. Ok 30% energii jaką dostarczamy organizmowi powinna pochodzić właśnie z tłuszczów. Możemy oczywiście ograniczać ogólne spożycie tłuszczów zwłaszcza jeśli cierpimy na nadwagę, ale nigdy nie możemy ich całkowicie wyeliminować z naszej diety.


   od dłuższego już czasu spieramy się jednak na temat czym smarować kanapki – masłem czy margaryną. Można oczywiście nie smarować ich wcale – a od razu posmarować np. serkiem czy pastą na chleb. A jeśli jednak smarować, to czym?


   masło – klasyczny produkt do smarowania. Moim zdaniem bardzo dobrze smakuje i ma długą tradycję. Podkreśla się, że dostarcza witamin A, D i E oraz karotenoidów mających właściwości antyoksydacyjne, ale nie tylko masło posiada je w swoim składzie. Pamiętajmy, że masło to ok. 80% tłuszczu, w którym większość to tzw. NKT – nasycone kwasy tłuszczowe – nie są one korzystne dla naszego zdrowia bo zwiększają nam poziom cholesterolu. Nie powinniśmy tez smażyć na maśle ponieważ dłuższe jego podsmażanie powoduje, że staje się rakotwórcze. Masło jest ponadto produktem zwierzęcym – dlatego nie jedzą go np. weganie. Powinny go unikać również osoby z nietolerancją laktozy.

   margaryna – nie jest taka twarda jak masło, dzięki czemu łatwiej nam rozsmarowywać ją na kanapce ale nie powinien być to jedyny wyznacznik naszego przekonania się do niej. Tak jak masło zawiera tłuszcze nasycone, choć przede wszystkim w jej składzie znajdziemy NNKT – niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe, a te są bardzo zdrowe. Pamiętajmy jednak, żeby sprawdzić dokładnie na opakowaniu skład wybieranej przez nas margaryny. W margarynie znajdziemy niestety również utwardzone tłuszcze roślinne i choć dziś przekonuje się nas, że technologia produkcji jest o wiele lepsza niż wcześniej i dzisiejsza margaryna nie jest tą wczorajszą – mimo wszystko jest wielu przeciwników margaryny – i pewnie słusznie - margaryna zawiera bowiem bardzo niekorzystne dla zdrowia kwasy trans, powstające podczas jej utwardzania. Nie ma też w niej naturalnych witamin – dodawane są one sztucznie, razem z barwnikami i aromatami. Nie smażmy też na miękkich margarynach.


   oliwa z oliwek – mój wybór na kanapki i do sałatek. Choć nie będę się spierała, że istnieje jeszcze wiele olejów, które godne są naszej uwagi (np. lniany, koksowy do smażenia, z pestek dyni itd) wybrałam oliwę właśnie dlatego, że dość miałam ciągłej zmiany zdań naukowców na temat czy zdrowsze jest masło czy margaryna – to jest mój sposób na rozwiązanie problemu i zaraz postaram się przekonać Was dlaczego.
Najzdrowsza jest ta z pierwszego tłoczenia – extra virgin. Zawiera jednonasycone kwasy tłuszczowe, które korzystnie wpływają na układ krwionośny (obniża poziom złego cholesterolu – LDL i podnosi poziom dobrego – HDL, obniża ciśnienie krwi), zawiera witaminę E i polifenole (antyutleniacze) – które zwalczają wolne rodniki. Oliwa pomaga przy kamicy żółciowej, polecana jest przy nieżycie żołądka i jego owrzodzeniu oraz w zaparciach. Oczyszcza organizm i reguluje trawienie. Wyrównuje poziom cukru we krwi.  Zawiera kwas oleinowy – działający antyalergicznie. Bogata w witaminy A, D, E, K. Zwiększa też przyswajalność witamin.

zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy lubią smak oliwy z oliwek. Warto jednak spróbować umoczyć w niej kanapkę przed nałożeniem okładu i spróbować przekonać się do niej. Ja uwielbiam smak oliwy i jej zapach. Często znajomi dziwią mi się jednak jak „smaruje” nią chleb – a ja po prostu najczęściej wylewam jej trochę na talerz, czasami dosypuję do niej ziół np. bazylii, a następnie delikatnie maczam w niej kanapkę tak, żeby nie ociekała tłuszczem, ale w miarę możliwości była cała nim pokryta. Nabierając wprawy można też próbować od razu polewać kanapki oliwą z butelki – ale trzeba uważać, bo łatwo z kanapki zrobić wtedy nasiąkniętą, tłustą gąbkę...

oliwa jest przeze mnie wykorzystywana także jako kosmetyk – oliwkowy kompres nawilża skórę, wygładza zmarszczki, odświeża, natłuszcza, koi skórę, odbudowuje płaszcz lipidowy naskórka. Można dodawać ją także do kąpieli. Dodaję ją do maseczek na włosy, można maczać w niej paznokcie.

trzeba przechowywać ją w ciemnym i chłodnym miejscu, trzymana w lodówce – gęstnieje.



nie mam w lodówce ani masła ani margaryny. Tej ostatniej nie żałuję wcale. Masło zawsze bardzo lubiłam ze względu na smak – ciepła bułeczka posmarowana masłem jest pycha! Ale zrezygnowałam. I nie żałuję!

wtorek, 25 czerwca 2013

co z tą wodą?

człowiek składa się w 70% z wody nie dziw więc, że zaleca się codziennie wypijać jej ok 2 litrów. Jaką wodę jednak wybrać, skoro półki sklepowe uginają się pod naporem różnych butelek? A co z wodą z kranu, czy można ją pić?


wody butelkowe dzielimy m.in. według kryteriów mineralizacji (podział może być również dokonany ze względu na współczynnik pH, którego wartości najczęściej trudno doszukać się na etykietach butelek. Współczynnik poniżej 7 to odczyn kwasowy, równy 7 - obojętny a powyżej 7 – zasadowy. Najlepszym współczynnikiem jest 8 – 9.5, zaleca się natomiast spożywanie wód o współczynniku od 7.4).

   wody źródlane, których jest najwięcej na półkach sklepowych, to moim zdaniem tzw. kranówki (a w niektórych przypadkach, w odniesieniu do składników mineralnych nawet są one gorsze od wody z kranu) – po prostu nie opłaca nam się ich kupować. Pamiętać należy, że częste picie wody źródlanej w zasadzie wypłukuje z organizmu niezbędne minerały, a więc wpływa niekorzystnie na nasz organizm. Te same wody natomiast są polecane dzieciom do lat 6 (dlatego na niektórych etykietach wód można doczytać się, że woda polecana jest dzieciom, co błędnie jest tłumaczone przez wielu konsumentów, że taka woda jest najlepsza dla naszego zdrowia).
   wody mineralne dzielimy na nisko, średnio, wysoko zmineralizowane oraz wody lecznicze (te ostatnie najlepiej pić po konsultacji z lekarzem, ponieważ są bardzo wysoko zmineralizowane). Nie zawsze też wysoka mineralizacja wskazana jest dla każdego, na ogół przyjmuje się, że dla ludzi zdrowych najlepsze są wody nisko i średnio zmineralizowane, a od czasu do czasu wody o wysokim stopniu składników mineralnych. Pamiętać trzeba, że składniki w poszczególnych wodach mineralnych się różnią, dlatego ważne jest, abyśmy nie wybierali wody tylko wg kryterium estetyczności etykiety i ceny, ale przede wszystkim spojrzeli na skład składników mineralnych zawartych w wodzie. Niestety nie ma też jednej sprawdzonej wody, która będzie odpowiednia dla każdego człowieka, ponieważ nie każda ilość zawartych poszczególnych składników mineralnych będzie nadawała się do spożycia dla konkretnej osoby (np. duża zawartość sodu jest niewskazana u osób z chorobami układu krążenia). Dobrze jest również sprawdzać ile jest zawartych w wodze takich składników jak fluorki czy bromki – nie są one pożądane w składzie wody. Ważne jest również, aby nie przyzwyczajać się tylko do jednej wody, a pić co jakiś czas wodę o neico innej zawartości składników mineralnych.

co ciekawe nie ma potwierdzenia, jakoby wody z butelek były zdrowsze od wody z kranu, często wręcz zdarza się tak, że różnią się one od siebie jedynie składnikami mineralnymi, których może być więcej w wodach mineralnych z butelek. 
nie dajmy się zwieść marketingowcom usiłującym wmówić nam, że jeśli woda z butelki pochodzi np z górskiego źródła oznacza to, że lepsza jest od wody z kranu wydobywanej ze studni głębinowej. Może okazać się bowiem, że jest zupełnie odwrotnie. Woda z kranu aby była jednak zdatna do picia powinna pochodzić z dobrego źródła, nie jest dobrze, jeśli w naszym mieście woda z kranu np. mocno pachnie chlorem. Na czystość wody duże znaczenie ma również stan rurociągów i naszych kranów – to w nich czai się najwięcej zanieczyszczeń. Na rynku są dostępne filtry, które uzdatniają i przede wszystkim oczyszczają wodę z kranu. Okazuje się niestety, że podczas wielokrotnej filtracji woda ta zostaje nie tylko pozbawiona zanieczyszczeń i metali ciężkich ale również składników mineralnych... dlatego w takiej sytuacji ważne jest uzupełnianie składników mineralnych np. warzywami i owocami, które de facto na co dzień powinny pełnić podstawowe ich źródło, nawet mimo wypijania wód mineralnych. Dobrym rozwiązaniem jest zamontowanie urządzenia filtrującego, które jednocześnie będzie ponownie mineralizowało naszą „kranówkę”, jednak koszty montażu mogą okazać się bardzo wysokie. Za to koszty spożywania wody z kranu w porównaniu z kosztami jakie wydajemy na zakup wód butelkowych są znacznie niższe.


! pamiętajmy, że napoje takie jak kawa czy herbata przyczyniają się do odwodnienia naszego organizmu i wypłukiwania z nich dobroczynnych składników mineralnych. Stąd zaleca się po wypiciu kawy wypić wodę – własnie po to, aby choć trochę uzupełnić ilość minerałów.
! dobrze jest mieć przy sobie wodę i popijać ją małymi łykami przez cały dzień, a nie wypijać od razu pół butelki. Dla oczyszczania organizmu zaleca się wypijanie szklanki ciepłej wody z wyciśniętym sokiem z połowy cytryny rano na czczo, najlepiej ok pół godziny przez pierwszym posiłkiem.
! ograniczmy raczej spożywanie wód gazowanych – zwłaszcza osoby z zespołem jelita drażliwego, chorobą wrzodową nie powinny po nią sięgać.


Pamiętajmy, że nie powinniśmy dopuścić do odwodnienia organizmu, dlatego pijmy mądrze i na zdrowie!

poniedziałek, 24 czerwca 2013

piękny Jaś z pomidorami i papryką

będąc w kuchni...


... przygotowałam na dzisiejszy obiad zupę z fasolą piękny Jaś, pomidorami i papryką. 
jest to z pewnością świetny pomysł na obiad w upalne dni ponieważ świetnie smakuje zarówno na gorąco i "na letnio". Przepis jest w całości wegetariański - nie znajdziecie w nim ani grama mięsa. 
zupka jest zdrowa i pożywna, a w dodatku nie umniejsza znacznie naszego czasu ani portfela.

składniki:
- szklanka ugotowanej z dodatkiem liścia laurowego i ziela angielskiego fasoli piękny Jaś
- puszka krojonych pomidorów
- ok 2 łyżek koncentratu pomidorowego
- czerwona papryka
- 4 marchewki
- kawałek selera
- korzeń pietruszki
- 1 cebulka
- 2 ząbki czosnku
- 2 kostki rosołowe
- sól, słodka papryka, trochę pieprzu, odrobina cukru, lubczyk, ziele angielskie, liść laurowy, bazylia, odrobina tymianku (opcjonalnie)
- natka pietruszki

co z tym zrobić:
   fasolę namoczyć przez noc i ugotować następnego dnia do miękkości z dodatkiem odrobiny soli, liśćmi laurowymi i kilkoma ziarenkami ziela angielskiego. Po namoczeniu resztę wody wylewam i gotuję fasolę w nowej wodzie a po ugotowaniu wylewam tą wodę.
   w garnku do zupy wlać odrobinę oleju, podsmażyć na nim pokrojoną w kosteczkę cebulkę, dodać czosnek - zmiażdżony i pokrojony na średnio drobne kawałki. 
   całość zalać wodą - dolałam ok 2 litry. Dodać kawałek selera, pietruszkę (można też marchew w całości, ale ja dodaję później pokrojoną, żeby się zbytnio nie rozgotowała) dodać 2 kostki rosołowe. Można wsypać odrobinę tymianku. Dodać nieco bazylii, parę listków laurowych (ok 2-4) i kilka ziaren ziela angielskiego. gotować ok 10-15 minut. 
   dodać pokrojone w talarki marchewki, pokrojoną w kosteczkę czerwoną paprykę. Następnie dodać puszkę krojonych pomidorów i włożyć ok 2 łyżek koncentratu pomidorowego. Po ok 5 minutach dodać również ugotowaną fasolę. gotować do miękkości marchewki. 
   doprawić do smaku - wg uznania dosolić, dodać papryki słodkiej, lubczyku, cukru (dla pomidorów, ja dodałam ok 1 płaskiej łyżki), można dodać nieco pikanterii - dodając pieprz czarny.
   po nałożeniu posypać posiekaną pietruszką. 

smacznego!

wszystkie potrawy robię "na oko" i często eksperymentuję w kuchni. Dlatego sami musicie ocenić czego dodać więcej, czego mniej, a co dobrze byłoby zmienić w przepisie. 

pijąc aromatyczną kawę... czyli początek

pijąc aromatyczną kawę postanowiłam założyć bloga. Robię to przede wszystkim dla siebie, jeśli przy tym skorzysta także garść czytelników - będzie mi niezmiernie miło.
tematyka bloga ma w założeniu dotyczyć szeroko rozumianego zdrowego stylu życia, czyli tego, czym od niedawna się interesuję. Jednak planuję od czasu do czasu pisywać również na tematy niezwiązane ze zdrowiem. Jakie to będą tematy...?
o ile chęci i natchnienie nie zawiodą i nie opuszczą mnie po paru pierwszych wpisach - sama się przekonam i sami się przekonacie przyszli czytelnicy.

zapraszam do komentowania i wymiany informacji, argumentów i własnych przemyśleń związanych z blogiem i wpisami.