większość Polaków przy wyborze produktów żywnościowych
kieruje się przede wszystkim ceną. I dobrze. W dobie wysokości zarobków, jakie
u nas ciągle królują, nie dziwi mnie, że chcemy kupić tanio. Ale kupić tanio, a
tanio a dobrze – to różnica.
wysokie ceny poszczególnych produktów nie zawsze będą
oznaczały o wiele lepszą jakość niż ich tańsze alternatywy. Na cenę mają wpływ
przede wszystkim marka – a tę wypracowuje się najczęściej dzięki jakości oferowanych
produktów i w większym jeszcze stopniu dzięki ogromnym kampaniom reklamowym,
które usiłują przekonać nas, że produkt firmy X jest o wiele lepszy od produktu
firmy Y. Kupując żywność kierujmy się racjonalnością wyboru – niekoniecznie sama
nazwa produktu, kolorowe opakowanie czy wysokie miejsce na półce w sklepie
zapewni nam naprawdę dobry wybór.
osobiście wychodzę z założenia, że nie zawsze warto
przepłacać. Są jednak sytuacje, kiedy nie wierzę, że za niską cenę można kupić
wartościowy produkt. Takie zastrzeżenia budzi we mnie np. pieczywo kupowane i
wypiekane w marketach – czyli mrożone ciasto, wkładane do pieca. Ale jakim
cudem kupiona bułka w sklepie na drugi dzień jest twarda jak kamień, skoro
świeżo wypieczony chleb zachowuje swoją świeżość przez ok 3 dni? Nie jadam już
mięsa, ale przechodząc koło stoisk z szynkami zastanawia mnie co znajduje się w
szynce 12 zł za kilogram. Kiedyś zapytałam o to sprzedawczynię odpowiedziała,
że to jest 20% mięsa (zapewne oddzielanego mechanicznie) a o resztę mam nie
pytać... Wymowne. Czego się zresztą spodziewać? Są jednak produkty jak np.
płatki owsiane, ryże, kasze, soczewice, jogurty, produkty mleczne (z żółtym
serem byłabym jednak ostrożna w słowach, bo tani ser to najprawdopodobniej
produkt seropodobny), jaja, warzywa i owoce, słodycze, kawy, herbaty za które
nie musimy wcale płacić więcej. Oczywiście, że jeśli szukamy produktu tzw.
ekologicznego to będzie od droższy od „nieekologicznego”.
Ale problem polega na
tym, że dziś coraz częściej szukamy „eko produktów”, a więc rośnie na nie popyt
a za nim cena. Jednak często zadowalamy się tylko nazwą na etykiecie, a nie na
tym czy produkt rzeczywiście jest eko. Przykład? Pierwszy z brzegu – jaja. Produkt
posiadający na opakowaniu, napis eko, wydaje nam się bardziej wartościowy. A
często jest to totalna bzdura i wyciąganie pieniędzy z naszych portfeli. Mówi
się wprost o tym, że każdy producent może sobie napisać na opakowaniu „eko”, „świeże
jaja”, „jaja z gospodarstwa” – ale ile ma to wspólnego z rzeczywistością? Czy
napis eko zapewnia, że kura skubała sobie trawkę, wolno biegała po
gospodarstwie a następnie szczęśliwie zniosła jajko? Najczęściej takie jaja
sprzedawane są jako tzw. trójka. To, na co świadomy konsument musi zwracać
uwagę, to pierwsza cyfra kodu, jaki widnieje na jajku. 3 – oznacza chów
klatkowy, 2 – chów ściółkowy, 1 – chów wolno-wybiegowy a 0 – chów ekologiczny.
Jeśli więc widzimy na opakowaniu napis eko, a na jajkach pierwszą cyfrą jest 3 –
to proszę wybaczyć, ale właśnie ktoś nas nabija w butelkę.
takich przykładów jest oczywiście wiele. Uważać też należy np.
na soki do herbaty – sok o smaku maliny potrafi zawierać jej aż 2%... A masła w
opakowaniach o pięknej szacie graficznej – z krowami, przelewającym się
mlekiem, i jakie nazwy... osełka śmietankowa, masło extra itd. Najczęściej nie
mają one dużo wspólnego z „tłuszczem mlecznym”. Albo ciemny chleb, nawet ten
kupowany w piekarni? Spotkałam się już z tym, że chleb razowy miał w składzie
karmel – dzięki czemu nabierał pięknej barwy... dziś dodaje się również tzw.
zaciemniacze i nadal oszukuje się klientów. Mięso naszpikowane wodą, dzięki
czemu jest go nawet dwa razy więcej, ryby oblepione glazurą z lodu, która
cięższa jest od samej ryby, wędzone wędliny, które zamiast wędzarni widziały
jedynie aromat dymu z puszki.
może nadzieją jest jednak tzw. zdrowa żywność, ale jest ona
niestety o wiele droższa od tej, sprzedawanej regularnie. Często zastanawia
mnie również fakt, dlaczego mąka pełnowartościowa, jest aż o tak wiele droższa od mąki białej –
mocno zmielonej i oczyszczonej. Widocznie zdrowie zaczyna być w modzie i widzą
to producenci i marketingowcy.
nie patrzmy więc tylko na markę oferowanego produktu i jego
datę ważności. Zwróćmy uwagę co jest w składzie produktu, bo często spowoduje
to u nas ogromne zdziwienie. Nie od dziś wiadomo, że w żywności jest mnóstwo
tzw. chemii. Im jej więcej w żywności –
tym gorzej dla nas. Warto więc spojrzeć na skład i przeczytać co rzeczywiście
kupujemy. Spójrzmy ile w składzie danego produktu jest tzw. „E”. Nie każde E to
sztuczny, chemiczny dodatek. Warto jednak zapamiętać, że:
E 123 - AMARANT
E 127 – ERYTROZYNA
E 131 – BŁĘKIT PATENTOWY
E 210, E 211, E 212,
E 213 – KWAS BENZOEOSOWY I JEGO SOLE
E 249, E 250, E 251 –
AZOTYNY
E 400 – KWAS ALGINOWY
E 951 - ASPARTAM
E 954 – SACHARYNA
to dodatki, które znajdują się w żywności, a które mają
rakotwórczy wpływ na organizm! W dodatku nie są to jedyne szkodliwe „E” jakie
spotkać można w żywności, najbardziej rozpowszechniony chyba jest E 621 – GLUTAMINIAN
SODU mający „wydobyć smak z potrawy”. Niestety mimo tego, że jak przekonuje nas
amerykańska Food and Drug Administration nie jest on dla nas bezpieczny.
Glutaminian może odkładać się w naszym organizmie i po latach uwidaczniać mogą
się jego negatywne efekty.
·
badacze z Uniwersytetu w Północnej
Karolinie donoszą, że dieta bogata w E 621 zwiększa ryzyko wystąpienia
nadwagi i otyłości do 3 razy, nawet przy stosowaniu diety zgodnej z
zaleceniami profilaktycznymi otyłości
·
w Zakładzie Fizjologii na AWF w Warszawie udowodniono,
że glutaminian sodu przyjmowany nawet w małych ilościach powoduje niekorzystny
wpływ na przewodnictwo nerwowo-mięśniowe
·
badania profesora Jima Stevensona wykazały, że
u dzieci przyjmujących z pożywieniem mieszankę dodatków spożywczych
(barwniki stosowane od lat w produktach dla dzieci, substancje
konserwujące np. benzoesan sodu) zaobserwowano wyraźne zmiany w
zachowaniach, w tym nadpobudliwość
·
badania prowadzone w Japonii i Waszyngtonie
wskazują na toksyczność glutaminianu sodu. Spożycie większej ilości E621 uszkadza siatkówkę
i może doprowadzić do zaburzeń hormonalnych.
(źródło:
http://dziecisawazne.pl/glutaminian-sodu/
)
w jakich produktach najczęściej przyjmujemy glutaminian? W rozpowszechnionych
kostkach rosołowych i przyprawach typu wegeta. Osobiście już zamieniłam kostkę
rosołową na susz warzywny bez soli i bez konserwantów. Zupki instant, keczupy,
chipsy, wędliny – to tylko przykładowa lista produktów, w których znajdziemy E
621. Spójrzmy na etykiety i zacznijmy zdawać sobie sprawę z tego, co jemy.
na
koniec chciałabym zwrócić uwagę na problem GMO w produktach. To, że w Polsce
jest zakaz
uprawiania roślin GMO nie znaczy, że tych produktów nie znajdziemy
na półkach sklepowych. W całej Unii Europejskiej jest wymóg (w przeciwieństwie
do USA) zamieszczania informacji na etykiecie, czy produkt ma w składzie
produkt GMO. Czy przestrzegane jest to rzetelnie – tego nie wiem. Ale jeśli nie
zgadzamy się z opinią Monsanto jakoby GMO nie było dla nas niebezpieczne –
spójrzmy na skład zwłaszcza kupowanych przez nas olejów (np. rzepakowy,
sojowy). Czy wiecie, że np. takie firmy jak Wedel, Gerber, Actimel, Morliny
stosują składniki GMO?
polecam
poczytać w wolnej chwili
kupujmy
więc tanio - nie ma w tym nic złego. Ale kupujmy racjonalnie. Pamiętajmy, że za
tani produkt może oznaczać bardzo słabą jakość. Pamiętajmy też, że drogi
produkt może być jedynie mocno rozreklamowany. Tym, czym powinniśmy się
kierować są: data ważności spożycia i skład produktu. Niestety zdaję sobie
sprawę, że zwłaszcza osoby starsze mogą mieć problem na odczytanie drobnego
druku na etykiecie, jednak w miarę możliwości – powinniśmy to robić. I zacząć
kupować bardziej świadomie.
W końcu
jesteś tym, co jesz.
PS. ważne jest również, aby kupować tak, aby nie musieć później wyrzucać niezjedzonego przez nas jedzenia. Nie jest sprawiedliwym, że są rejony na świecie, w którym ludzie głodują i jednocześnie rejony, w których nie zastanawiamy się nad tym, ile potrzebujemy, ile rzeczywiście zjadamy i ile z tego wyrzucamy.
PS. ważne jest również, aby kupować tak, aby nie musieć później wyrzucać niezjedzonego przez nas jedzenia. Nie jest sprawiedliwym, że są rejony na świecie, w którym ludzie głodują i jednocześnie rejony, w których nie zastanawiamy się nad tym, ile potrzebujemy, ile rzeczywiście zjadamy i ile z tego wyrzucamy.




Mądre kupowanie to rzeczywiście nie jest najłatwiejsza sprawa. Niestety ciągle kupujemy źle i tak, jak piszesz za dużo. Ale wydaje się, że w ostatnich latach jest trochę lepiej, coraz więcej ludzi czyta etykiety, jednak to ciągle za mało...
OdpowiedzUsuń