sobota, 20 lipca 2013

mądre kupowanie wcale nie takie proste

   większość Polaków przy wyborze produktów żywnościowych kieruje się przede wszystkim ceną. I dobrze. W dobie wysokości zarobków, jakie u nas ciągle królują, nie dziwi mnie, że chcemy kupić tanio. Ale kupić tanio, a tanio a dobrze – to różnica.



   wysokie ceny poszczególnych produktów nie zawsze będą oznaczały o wiele lepszą jakość niż ich tańsze alternatywy. Na cenę mają wpływ przede wszystkim marka – a tę wypracowuje się najczęściej dzięki jakości oferowanych produktów i w większym jeszcze stopniu dzięki ogromnym kampaniom reklamowym, które usiłują przekonać nas, że produkt firmy X jest o wiele lepszy od produktu firmy Y. Kupując żywność kierujmy się racjonalnością wyboru – niekoniecznie sama nazwa produktu, kolorowe opakowanie czy wysokie miejsce na półce w sklepie zapewni nam naprawdę dobry wybór.

   osobiście wychodzę z założenia, że nie zawsze warto przepłacać. Są jednak sytuacje, kiedy nie wierzę, że za niską cenę można kupić wartościowy produkt. Takie zastrzeżenia budzi we mnie np. pieczywo kupowane i wypiekane w marketach – czyli mrożone ciasto, wkładane do pieca. Ale jakim cudem kupiona bułka w sklepie na drugi dzień jest twarda jak kamień, skoro świeżo wypieczony chleb zachowuje swoją świeżość przez ok 3 dni? Nie jadam już mięsa, ale przechodząc koło stoisk z szynkami zastanawia mnie co znajduje się w szynce 12 zł za kilogram. Kiedyś zapytałam o to sprzedawczynię odpowiedziała, że to jest 20% mięsa (zapewne oddzielanego mechanicznie) a o resztę mam nie pytać... Wymowne. Czego się zresztą spodziewać? Są jednak produkty jak np. płatki owsiane, ryże, kasze, soczewice, jogurty, produkty mleczne (z żółtym serem byłabym jednak ostrożna w słowach, bo tani ser to najprawdopodobniej produkt seropodobny), jaja, warzywa i owoce, słodycze, kawy, herbaty za które nie musimy wcale płacić więcej. Oczywiście, że jeśli szukamy produktu tzw. ekologicznego to będzie od droższy od „nieekologicznego”.
Ale problem polega na tym, że dziś coraz częściej szukamy „eko produktów”, a więc rośnie na nie popyt a za nim cena. Jednak często zadowalamy się tylko nazwą na etykiecie, a nie na tym czy produkt rzeczywiście jest eko. Przykład? Pierwszy z brzegu – jaja. Produkt posiadający na opakowaniu, napis eko, wydaje nam się bardziej wartościowy. A często jest to totalna bzdura i wyciąganie pieniędzy z naszych portfeli. Mówi się wprost o tym, że każdy producent może sobie napisać na opakowaniu „eko”, „świeże jaja”, „jaja z gospodarstwa” – ale ile ma to wspólnego z rzeczywistością? Czy napis eko zapewnia, że kura skubała sobie trawkę, wolno biegała po gospodarstwie a następnie szczęśliwie zniosła jajko? Najczęściej takie jaja sprzedawane są jako tzw. trójka. To, na co świadomy konsument musi zwracać uwagę, to pierwsza cyfra kodu, jaki widnieje na jajku. 3 – oznacza chów klatkowy, 2 – chów ściółkowy, 1 – chów wolno-wybiegowy a 0 – chów ekologiczny. Jeśli więc widzimy na opakowaniu napis eko, a na jajkach pierwszą cyfrą jest 3 – to proszę wybaczyć, ale właśnie ktoś nas nabija w butelkę.

   takich przykładów jest oczywiście wiele. Uważać też należy np. na soki do herbaty – sok o smaku maliny potrafi zawierać jej aż 2%... A masła w opakowaniach o pięknej szacie graficznej – z krowami, przelewającym się mlekiem, i jakie nazwy... osełka śmietankowa, masło extra itd. Najczęściej nie mają one dużo wspólnego z „tłuszczem mlecznym”. Albo ciemny chleb, nawet ten kupowany w piekarni? Spotkałam się już z tym, że chleb razowy miał w składzie karmel – dzięki czemu nabierał pięknej barwy... dziś dodaje się również tzw. zaciemniacze i nadal oszukuje się klientów. Mięso naszpikowane wodą, dzięki czemu jest go nawet dwa razy więcej, ryby oblepione glazurą z lodu, która cięższa jest od samej ryby, wędzone wędliny, które zamiast wędzarni widziały jedynie aromat dymu z puszki.
   może nadzieją jest jednak tzw. zdrowa żywność, ale jest ona niestety o wiele droższa od tej, sprzedawanej regularnie. Często zastanawia mnie również fakt, dlaczego mąka pełnowartościowa,  jest aż o tak wiele droższa od mąki białej – mocno zmielonej i oczyszczonej. Widocznie zdrowie zaczyna być w modzie i widzą to producenci i marketingowcy.

   nie patrzmy więc tylko na markę oferowanego produktu i jego datę ważności. Zwróćmy uwagę co jest w składzie produktu, bo często spowoduje to u nas ogromne zdziwienie. Nie od dziś wiadomo, że w żywności jest mnóstwo tzw. chemii.  Im jej więcej w żywności – tym gorzej dla nas. Warto więc spojrzeć na skład i przeczytać co rzeczywiście kupujemy. Spójrzmy ile w składzie danego produktu jest tzw. „E”. Nie każde E to sztuczny, chemiczny dodatek. Warto jednak zapamiętać, że:
E 123 - AMARANT
E 127 – ERYTROZYNA
E 131 – BŁĘKIT PATENTOWY
E 210, E 211, E 212, E 213 – KWAS BENZOEOSOWY I JEGO SOLE
E 249, E 250, E 251 – AZOTYNY
E 400 – KWAS ALGINOWY
E 951 - ASPARTAM
E 954 – SACHARYNA

   to dodatki, które znajdują się w żywności, a które mają rakotwórczy wpływ na organizm! W dodatku nie są to jedyne szkodliwe „E” jakie spotkać można w żywności, najbardziej rozpowszechniony chyba jest E 621 – GLUTAMINIAN SODU mający „wydobyć smak z potrawy”. Niestety mimo tego, że jak przekonuje nas amerykańska Food and Drug Administration nie jest on dla nas bezpieczny. Glutaminian może odkładać się w naszym organizmie i po latach uwidaczniać mogą się jego negatywne efekty.

·         badacze z Uniwersytetu w Północnej Karolinie donoszą, że dieta bogata w E 621 zwiększa ryzyko wystąpienia nadwagi i otyłości do 3 razy, nawet przy stosowaniu diety zgodnej z zaleceniami profilaktycznymi otyłości
·         w Zakładzie Fizjologii na AWF w Warszawie udowodniono, że glutaminian sodu przyjmowany nawet w małych ilościach powoduje niekorzystny wpływ na przewodnictwo nerwowo-mięśniowe
·         badania profesora Jima Stevensona wykazały, że u dzieci przyjmujących z pożywieniem mieszankę dodatków spożywczych (barwniki stosowane od lat w produktach dla dzieci, substancje konserwujące np. benzoesan sodu) zaobserwowano wyraźne zmiany w zachowaniach, w tym nadpobudliwość
·         badania prowadzone w Japonii i Waszyngtonie wskazują na toksyczność glutaminianu sodu. Spożycie większej ilości E621 uszkadza siatkówkę i może doprowadzić do zaburzeń hormonalnych.

   w jakich produktach najczęściej przyjmujemy glutaminian? W rozpowszechnionych kostkach rosołowych i przyprawach typu wegeta. Osobiście już zamieniłam kostkę rosołową na susz warzywny bez soli i bez konserwantów. Zupki instant, keczupy, chipsy, wędliny – to tylko przykładowa lista produktów, w których znajdziemy E 621. Spójrzmy na etykiety i zacznijmy zdawać sobie sprawę z tego, co jemy.

   na koniec chciałabym zwrócić uwagę na problem GMO w produktach. To, że w Polsce jest zakaz
uprawiania roślin GMO nie znaczy, że tych produktów nie znajdziemy na półkach sklepowych. W całej Unii Europejskiej jest wymóg (w przeciwieństwie do USA) zamieszczania informacji na etykiecie, czy produkt ma w składzie produkt GMO. Czy przestrzegane jest to rzetelnie – tego nie wiem. Ale jeśli nie zgadzamy się z opinią Monsanto jakoby GMO nie było dla nas niebezpieczne – spójrzmy na skład zwłaszcza kupowanych przez nas olejów (np. rzepakowy, sojowy). Czy wiecie, że np. takie firmy jak Wedel, Gerber, Actimel, Morliny stosują składniki GMO?

polecam poczytać w wolnej chwili


   kupujmy więc tanio - nie ma w tym nic złego. Ale kupujmy racjonalnie. Pamiętajmy, że za tani produkt może oznaczać bardzo słabą jakość. Pamiętajmy też, że drogi produkt może być jedynie mocno rozreklamowany. Tym, czym powinniśmy się kierować są: data ważności spożycia i skład produktu. Niestety zdaję sobie sprawę, że zwłaszcza osoby starsze mogą mieć problem na odczytanie drobnego druku na etykiecie, jednak w miarę możliwości – powinniśmy to robić. I zacząć kupować bardziej świadomie.


W końcu jesteś tym, co jesz.

PS. ważne jest również, aby kupować tak, aby nie musieć później wyrzucać niezjedzonego przez nas jedzenia. Nie jest sprawiedliwym, że są rejony na świecie, w którym ludzie głodują i jednocześnie rejony, w których nie zastanawiamy się nad tym, ile potrzebujemy, ile rzeczywiście zjadamy i ile z tego wyrzucamy.

ryż w towarzystwie kolorowych owoców

kolorowa przekąska


ryż z owocami i jogurtem posypany wiórkami kokosowymi
sycący ryż w towarzystwie kolorowych, ulubionych owoców, polany jogurtem i posypany wiórkami kokosowymi. 

składniki:
- 100 g ryżu
- połowa naturalnego, małego jogurtu
- ulubione owoce (czereśnie, wiśnie, truskawki, maliny, kiwi, jabłka, banany, borówki, porzeczki, morele itd)
- wiórki kokosowe

co z tym zrobić:
   ryż ugotować z niewielką ilością soli, przełożyć do miseczki. Polać jogurtem naturalnym, wyłożyć na wierzch owoce, których chcemy użyć, całość posypać wiórkami kokosowymi.

i koniec
teraz trzeba to zjeść

smacznego!

piątek, 19 lipca 2013

pasta z zielonej soczewicy na kanapki

zielona soczewica podana na kanapkach


pasta z zielonej soczewicy i warzywami - samo zdrowie
smaczna alternatywa do kanapek. Świetnie komponuje się również jako dodatek do obiadów. Soczewica zaspokoi nasz poranny głód i razem z warzywami dostarczy nam mnóstwo witamin. Przepis jest bardzo uniwersalny, można więc zarówno trzymać się głównego przepisu - z zieloną soczewicą, jak i użyć np. soczewicy czerwonej. 

składniki:
- 200 g zielonej soczewicy
- 2 duże wielkości marchewki
- 1 średniej wielkości pietruszka
- kawałek selera (nadaje charakterystycznego, ostrego smaku - dodać tyle ile uznamy za słuszne)
- 2 małe ząbki czosnku (ewentualnie jedna mała cebulka)
- przyprawy: sól, pieprz, opcjonalnie lubczyk (mój faworyt wśród przypraw), susz warzyw do bulionu (ewentualnie kosta rosołowa)
- koperek do posypania

co z tym zrobić:
   soczewicę ugotować nieco dłużej niż wskazane na opakowaniu.
   w osobnym garnku rozgrzać oliwę, podsmażyć zmiażdżony czosnek (ewentualnie cebulkę). Zetrzeć na tarce o grubych oczkach wszystkie surowe warzywa i wrzucić do garnka. Zalać małą ilością wody, tak aby warzywa "dusiły się" pod przykryciem do miękkości. Gdy warzywa zmiękną, dodać susz warzywny (ewentualnie kostkę rosołową), przyprawić solą, pieprzem, opcjonalnie lubczykiem.
   ugotowaną soczewicę połączyć w jednym naczyniu z warzywami. Dla uzyskania pasty można użyć blendera, ja użyłam miksera (stąd uzyskany efekt dużych kawałków warzyw i soczewicy).
   całość można posypać koperkiem (pietruszką też można ;)

wymieszać, przełożyć do pudełeczek, pozostawić do ostygnięcia. 
albo od razu zjeść ;)

wtorek, 9 lipca 2013

pij mleko krowie jeśliś cielę

"Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą."



z czego składa się mleko?

przede wszystkim w ok 87% z wody.

w mleku występują węglowodany, zwłaszcza – laktoza (cukier mający dawać energię młodym cielakom). Do strawienia laktozy potrzeba laktazy – enzymu, który zanika wraz z wiekiem u człowieka (najwięcej mają jej niemowlaki), a skoro zanika to stąd tak częsta nietolerancja laktozy – przyczyna m.in. alergii. Pijąc mleko w wieku poniemowlęcym – sprzeciwiamy się naturze ludzkiej. Często pojawiają się więc biegunki, nudności, wymioty, kurcze żołądkowe, astma, uczucie zmęczenia, złe samopoczucie i wzdęcia. 
Pijąc mleko, w domyśle chcemy dostarczyć organizmowi niezbędnego wapnia – jednak badania przeprowadzone na Uniwersytecie w Ohio udowodniły, że nietolerancja mleka często prowadzi do osteoporozy (!). 

ale my nadal wierzymy, że wapń zawarty w mleku chroni przed osteoporozą, zapominamy jednak, że ta choroba najbardziej rozpowszechniła się  w krajach o wysokim spożyciu mleka (USA, Kanada, Europa), natomiast w regionach świata jak Afryka, Japonia, Chiny, gdzie prawie nie spożywa się mleka obserwujemy najmniejszy odsetek zachorowań na osteoporozę... W dodatku zauważmy, że ludzie żyjący w tych rejonach świata są długowieczni (największe rekordy długowieczności to np. Japonia). W Ameryce czy Finlandii notuje się zresztą największy odsetek chorych na serce i cukrzycę.

trawiąc mleko wytwarzamy kwas palmitynowy, wiążący się z wapniem w jelitach, który następnie zostaje wydalony. Mleko krowie zawiera cztery razy więcej wapnia niż mleko ludzkie – w końcu cielak po urodzeniu waży ok 30 kg a dorosła krowa (już w wieku ok 2 lat) ok 700-800 kg. Dla porównania, niemowlak ma średnio ok 3 kg a dorosły człowiek średnio od 50-90 kg. Widać jak na dłoni, że cielak rośnie szybko i intensywnie, dlatego potrzebuje innego składu mleka swojej matki. Człowiek dojrzewa powoli i nie osiąga tak spektakularnych rozmiarów. Podając mleko krowie dzieciom narażamy je na zaburzenia procesu wzrostu. Najważniejsze jest w pierwszym okresie życia człowieka wykształcenie układu nerwowego w mózgu stąd inny skład mleka ludzkiego. Tak ogromna ilość wapnia w mleku krowim grozi ponadto zachwianiem gospodarki wapniowo-fosforowej w organizmie – powstaje środowisko kwasowe, które uwielbiają bakterie. Co ciekawe spożywanie samego nabiału jako źródła zapotrzebowania na wapń może prowadzić od niedoboru magnezu i zaburzenia równowagi między tymi pierwiastkami. Lepszym źródłem wapnia są orzechy, ziarna, warzywa.

 „człowiek nie krowa, czterech żołądków nie ma”, człowiek potrzebuje innych składników mineralnych i witamin niż młode cielę. Mleko – pokarm płynny jest idealny dla niemowląt jak i młodych zwierząt nieposiadających jeszcze zębów, po ich wyrośnięciu mleko trzeba odstawić ponieważ jest zbędne. Dlaczego? Ponieważ przyjmowanie mleka przez dzieci powyżej 3. roku życia osłabia ich układ trawienny i zęby, powoduje anemię i przyczynia się do pogarszania stanu cery.

mleko zawiera sole mineralne – niezbędne dla funkcjonowania organizmu (co wiadomo od dawna). W mleku krowim jest ich jednak cztery razy więcej niż w mleku ludzkim – skutki to obciążenie nerek dziecka, które muszą wydalać nadmiar minerałów. Mleko krowie zawiera mniej żelaza niż mleko ludzkie, w dodatku jest ono mniej przyswajalne.


kazeina występująca w mleku krowim (rodzaj białka, proteina) jest przyczyną chorób serca. Jednak w żołądku małego dziecka (również u młodych zwierząt) występuje enzym, zwany podpuszczką, który rozkłada znaczną część kazeiny w mleku. Niestety dorosły człowiek (jak i zwierzę) nie posiadają tego enzymu. (pytanie retoryczne: dlaczego dorosłe zwierzęta nie piją mleka? Nie mam na myśli kotów karmionych często przez ludzi – zresztą błędnie – mlekiem krowim). Trafiając do ludzkiego żołądka kazeina „ścina się”, tworzy duże grudki i powoduje niestrawność. Mleko krowie może zalegać w żołądku do 4 godzin.
Mleko zawiera tłuszcze – najwięcej jest w nim niestety tych nasyconych – co jest przyczyną zwiększania złego cholesterolu i w efekcie „czopowania” naczyń krwionośnych.
Mleko zawiera przede wszystkim dużą ilość hormonów – potrzebnych dla młodych krów - nie ludzi. Podawanie takiej mieszanki człowiekowi powoduje zachwianie jego własnej gospodarki hormonalnej. W mleku aż roi się od hormonów wzrostu –ale hormon ten pomaga cielakom aby z ich początkowych 30 kilogramów dobrnąć w ciągu dwóch lat do ośmiuset. U ludzi hormony te powodują jedynie zwiększone ryzyko zachorowania na raka...

przemysł mleczny jest ogromny i dobrze wie, jak „najefektywniej” wykorzystywać krowy. Mleczne krowy są przeciążone zbyt licznymi ciążami a ok 35% z nich ma zapalenie gruczołów mlecznych – stąd zbierając mleko krowie zbieramy z nim również krowią ropę. Co robią więc hodowcy i producenci mleka? Wstrzykują leki i antybiotyki – dzięki czemu mamy gotowy, chemiczny, antybiotykowy produkt.  Według norm, mleko ekstra powinno zawierać nie więcej niż sto tysięcy bakterii. Pasteryzacja zamienia mleko w zupę martwych, toksycznych bakterii zatruwających nasz organizm...

*   *   *


  a co z mlekiem kupowanym w sklepach?
  mleko jest przetwarzane, pasteryzowane, homogenizowane i przez to pozbawiane ich wartości odżywczych. Zawarte w mleku witaminy A, D, E, K są rozpuszczalne w tłuszczach – zatem kupowanie mleka 0% albo 1,5% nie ma sensu – te witaminy się nie rozpuszczą i w efekcie nie dostarczymy ich organizmowi. Jednak pamiętajmy, że zbyt tłuste mleko to niestety idealne źródło nasyconych kwasów tłuszczowych. Mleko UHT (ultra high temperatur) jest gotowane w temperaturze powyżej 130 stopni, dzięki czemu zabija się bakterie (które nadal w nim pływają) ale pozbawia się go również witamin i minerałów.

  mleko poszczególnych rodzajów zwierząt i mleko ludzi zawierają różne składniki odżywcze – co jest rzeczą naturalną, bo każde zwierzę potrzebuje innych składników. Karmienie dziecka mlekiem matki jest najzdrowszą metodą dostarczania niemowlakowi niezbędnych składników. Nie ma zamiennika naturalnego mleka matki, które byłoby równie zdrowe i „dobre” dla dziecka. Białko krowie wchłaniane jest w ok 50% a mleko matki w prawie 100%.

    co zauważamy jednak w mediach i co wmawiają nam lekarze będący bardzo często albo ślepi i głusi na problemy jakie niesie ze sobą spożywanie mleka albo po prostu będący pod wpływem wielkim koncernów mlecznych? Myślimy pewnie – skoro mleko znajduje się na półkach w sklepie, nie jest wycofane ze sprzedaży to jest zdrowe. Skoro wmawia nam się w reklamach, że szklanka mleka w szkole ma kształcić wśród dzieci i młodzieży dobre nawyki żywieniowe (!) poprzez promowanie spożycia mleka i przetworów mlecznych (program Agencji Rynku Rolnego), w dodatku pijąc mleko będziemy wielcy... – nie dziwi mnie więc, że większość społeczeństwa (zwłaszcza w krajach o najwyższym spożyciu mleka) nie wie, nie rozumie albo nie dopuszcza do swojej wiadomości, że mleko to nasz cichy, biały zabójca. A oto cytat (znaleziony w internecie) dr Eugeniusza Siwika, twórcy pierwszej w Polsce Kliniki i Szkoły Porodu Naturalnego: „Medycyna bierze dziś udział w jednym z największych oszustw ostatniego stulecia, jest na usługach koncernów, którym nie zależy na zdrowiu dzieci, tylko na pieniądzach”. Ponadto doktor twierdzi, że składniki występujące w mleku uszkadzają wiele narządów wewnętrznych człowieka i powodują nieodwracalne zmiany w układzie naczyniowym, sercowym i kostnym.

     zdarza się tak, że kobieta może mieć problemy z laktacją. W takich sytuacjach najlepiej jest podawać mleko kozie – najbardziej zbliżone składem do mleka matki, w dodatku łatwo przyswajalnego przez organizm. Dziecko pijące mleko krowie, przeładowane jest przez to białkiem, którego w takich ilościach nie potrzebuje, ma zaparcia, biegunki, wzdęcia, kolki jelitowe, oddaje twardy i śmierdzący stolec oraz mocz o nieprzyjemnym zapachu. Takie dzieci mają powiększoną wątrobę (!) przez zbyt dużą ilość tłuszczu i białka. Białko w nadmiernej ilości ma zły wpływ na proces metabolizmu. Dzieci spożywające duże ilości krowiego mleka narażone są na ostrą anemię.


 *   *   *

     czy pić mleko i jeść produkty mleczne? Mleka nie piję od dawna – uważam, że krowie mleko jest dla cielaka. Nie piję też koziego mleka (choć te jest – jeśli już wybierać – zdrowsze i bezpieczniejsze dla ludzkiego organizmu). Dodaję jedynie odrobinę mleka do kawy. Co z produktami mlecznymi? Staram się je ograniczać, ale nie potrafię całkowicie wyeliminować. Prawdą jest jednak, że jeśli zależy nam np. na dostarczaniu organizmowi wapnia – lepiej zjeść ser albo jogurt, a najlepiej wypić kefir. Mleko zostawmy cielakom. 

wegetariańskie kotleciki z kaszy gryczanej

wczorajszy nasz obiad...



kotleciki z kaszy gryczanej podane z młodymi ziemniaczkami i kapustą
pyszne kotleciki, zasmakują zarówno osobom niejedzącym mięsa jak i tym, którzy bez mięsa nie wyobrażają sobie diety. Chrupiące, zdrowe, smaczne. Młode ziemniaczki koniecznie ugotowane w mundurkach i posypane koperkiem. Całość wieńczy młoda kapusta. 

składniki:
- 2 paczuszki kaszy gryczanej prażonej
- 2-3 jajka
- spory kawałek żółtego sera
- ok 2-3 łyżek mąki
- ulubione przyprawy (ja dodałam lubczyk, odrobinę majeranku, sól, pieprz i trochę tymianku)

co z tym zrobić:
   kaszę ugotować bez soli w garnku, tak długo jak jest napisane na jej opakowaniu. Po ugotowaniu włożyć ją do miski i odstawić do całkowitego ostygnięcia. 
   dodać do kaszy pokrojony w małe kawałeczki żółty ser (lub starty na tarce), dodać jajka (ja dodałam 3 średniej wielkości), posypać całość mąką, wsypać przyprawy i całość wymieszać. Konsystencja powinna być raczej lepka żeby dobrze formowało się kotleciki.
   bezpośrednio na rozgrzaną patelnię z oliwą wykładać łyżką porcje kotlecików i od razu formować ich kształt na patelni za pomocą łyżki. Smażyć ok 4-5 minut na jednej stronie żeby się ładnie ścięły i nie rozsypywały przy przekładaniu. Po przełożeniu wystarczy podsmażać jeszcze ok 2-3 minut.
   całość podawać z młodymi ziemniaczkami, dobrze wyszorowanymi i ugotowanymi w mundurkach oraz z młodą kapustą. 
   posypać koperkiem ziemniaczki.

i gotowe!

smaczne jedzenie bez mięsa jest możliwe!

poniedziałek, 1 lipca 2013

aromatyczna kawa


aromatyczna, smaczna, mocna, pobudzająca – za te cechy uwielbiam kawę. Uwielbiam ją również za to, że chwila kiedy ją przyrządzam i spożywam jest jedną z najprzyjemniejszych w ciągu dnia, dlatego właśnie najczęściej nie kończy się u mnie na jednej filiżance. Jaki jest jednak jej wpływ na nasze zdrowie i ile można jej pić aby nie wyrządzić sobie krzywdy?



   kawa sama w sobie nie jest niezdrowa, spożywana w racjonalnych dawkach ma nawet korzystny wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie. Naukowcy twierdzą, że picie kawy chroni nas przed cukrzycą, zmniejsza ryzyko wystąpienia raka wątroby, zawiera przeciwnowotworowe utleniacze chroniące nasz układ nerwowy, zapobiega chorobie Alzheimera, a regularne jej picie zmniejsza ryzyko wystąpienia choroby Parkinsona. Ponadto zmniejsza ryzyko wystąpienia raka pęcherza – dzięki moczopędnemu działaniu wypłukuje szkodliwe substancje wydalane wraz z moczem. Ma pozytywny wpływ na nasz układ krążenia chroniąc przed chorobami serca, kawa zmniejsza szkodliwe dla mózgu działanie cholesterolu. U kobiet obniża ryzyko zachorowania na raka piersi. Często lubimy po nią sięgać za jej działanie pobudzające dzięki zawartej w niej kofeinie, która na krótko podnosi ciśnienie krwi i przyspiesza akcję serca. Likwiduje oznaki zmęczenia i oddala ochotę na sen. Poprzez rozszerzanie naczyń krwionośnych przyczynia się do lepszego dotlenienia organizmu. Zwiększa też zdolność koncentracji.

   są jednak sytuacje, w których należy zachować ostrożność pijąc kawę. Osoby cierpiące na problemy żołądkowe powinny co najmniej ograniczyć jej spożywanie. Niewskazane jest jej spożywanie przez osoby chorujące na nadciśnienie czy arytmię serca. Kawa spożywana powyżej 4 filiżanek dziennie może bowiem zwiększać prawdopodobieństwo wystąpienia ataku serca – dotyczy osób o wolnej przemianie materii (posiadających gen spowalniający detoksykację kofeiny w wątrobie, który posiadało ponad 50% uczestników badania). Spożywanie jej, zwłaszcza w dużych ilościach, często wywołuje nerwowość, ogólne rozdrażnienie i niepokój. Nie powinno się pić w dużych ilościach kawy w okresie ciąży – lekarze zalecają maksymalnie spożywanie 2 filiżanek dziennie. Picie kawy, podobnie jak herbaty, powoduje żółknięcie zębów i może prowadzić do próchnicy.

   kawa wypłukuje m.in. magnez i wapń z organizmu. Pijąc kawę musimy pamiętać aby uzupełniać po jej spożyciu wspomniane minerały. Niekoniecznie mam na myśli od razu sięganie po suplementy – najczęściej wystarcza wypicie szklanki wody mineralnej po jej spożyciu, wypicie soku z pomarańczy, zjedzenie owoców i warzyw albo – zjedzenie kostki gorzkiej czekolady!  Nie powinniśmy pić kawy na pusty żołądek ponieważ zbytnio go podrażnia. W dodatku biorąc pod uwagę fakt wypłukiwania z organizmu niezbędnych minerałów i witamin – tylko w ten sposób osłabiamy i zubożamy nasz organizm. Nie pijmy jej jednak również zaraz po posiłku – to co zjemy dobroczynnego, kawa nam zabierze...

* * *


   buszując w internecie znalazłam ciekawy przepis na smaczne i alternatywne przyrządzenie kawy wywodzący się z Medycyny Chińskiej. Przytaczam go w całości:

Kawa według pięciu przemian: Na szklankę wrzątku wrzucić 1-2 łyżki świeżo zmielonej kawy i łyżkę kakao. Do całości dosypać cynamonu, kardamonu, kilka goździków i szczyptę imbiru. Wywar gotować na wolnym ogniu, aż do zagotowania. Odczekać około minuty, by stałe składniki opadły na dno i odcedzić kawę przez sitko z drobnym oczkiem. Kawę można dosłodzić cukrem trzcinowym albo miodem.
Kakao jako bogate źródło magnezu nie pozwala na jego wypłukanie. Imbir, kardamon i cynamon to przyprawy rozgrzewające, które przydają się szczególnie w mroźne dni. (Od siebie dodam, że dodałam do kawy jeszcze odrobinę skondensowanego mleka i niecałą, płaską łyżeczkę cukru trzcinowego – w tej wersji smakowała mi najbardziej)
* * *

   pamiętajmy, że picie kawy w małych ilościach (do 3 filiżanek dziennie) nie ma szkodliwego wpływu na nasze zdrowie, zwłaszcza jeśli pijemy ją rozsądnie. A jeśli chcemy znaleźć smaczny i całkowicie zdrowy odpowiednik kawy – dobrym rozwiązaniem jest kawa zbożowa. Zawiera ona potas, fosfor, magnez – obniża poziom stresu i koi nerwy, inulinę – wpływa korzystnie na zdrowie mikroflory jelitowej, błonnik – przyspiesza przemianę materii, białko, węglowodany, ponadto nie zawiera tłuszczu.  Podawana z mlekiem zwiększa przyswajalność wapnia i magnezu. Kawa zbożowa również jest źródłem przeciwutleniaczy. Obniża poziom cholesterolu we krwi. Mogą pić ją kobiety w ciąży. Kawa zbożowa zawiera jednak gluten – osoby na diecie bezglutenowej nie będą mogły raczej po nią sięgać.


piątek, 28 czerwca 2013

czerwona soczewica rozgrzana imbirem

dzisiejsza propozycja...

zupa z czerwonej soczewicy z marchewką i imbirem
proste danie, którego nauczyła mnie współlokatorka z czasów studenckich, smakuje niesamowicie i dzięki imbirowi nabiera orientalnego smaku. Jeśli dodać, że robi się ją w mgnieniu oka, a do tego jest bardzo pożywna i zdrowa - mamy przepis idealny. Zupa działa rozgrzewająco dzięki imbirowi - polecam ją więc przede wszystkim w chłodne, nieprzyjemne dni, co nie oznacza, że i latem nie można po nią sięgać.

składniki:
- ok 250 g czerwonej soczewicy
- 3-4 średniej wielkości marchewki
- 2-3 małe ząbki czosnku
- ok 3 łyżeczki koncentratu pomidorowego (opcjonalnie także puszka krojonych pomidorów)
- przyprawy: 2 listki laurowe, sól, kostka rosołowa (lub przygotowany wcześniej bulion), bazylia, opcjonalnie lubczyk, odrobina cukru, duża ilość imbiru

co z tym zrobić:
   na dno rozgrzanego garnka wlać trochę oliwy, włożyć pokrojony w plasterki czosnek, chwilę podsmażyć. Włożyć pokrojoną w talarki marchew i zalać ok 2 litrami wody (lub bulionu). Włożyć listki laurowe, wsypać trochę bazylii, lubczyku, włożyć kostkę rosołową. 
   do gotującej się zupy wsypać czerwoną soczewicę - będzie się gotowała ok 7-8 minut - od czasu do czasu mieszać. następnie dodać puszkę pomidorów, koncentrat pomidorowy, wsypać imbir - ja daję go sporo - ok 1/3 paczki mielonego imbiru, dodać odrobinę cukru (dla pomidorów).
   całość jeszcze chwilę pogotować, ewentualnie doprawić solą. Nie dodaję już do zupy pieprzu - ostrości nadaje jej wystarczająco dużo imbir. Można posypać natką pietruszki (choć pewnie lepiej pasowałaby nawet świeża bazylia).

smacznego!

szybko, łatwo, treściwie i smacznie - czego chcieć więcej?

czwartek, 27 czerwca 2013

czym potraktować kanapkę? - czyli rzecz o maśle, margarynie i oliwie z oliwek

tłuszcze są bardzo ważne w naszej diecie - ich brak zakłóca przyswajanie witamin A, D, E, K, źle wpływa na funkcjonowanie mózgu, odporność organizmu, na stan włosów i skóry, więc zupełnie zrezygnować z nich nie można. Ok 30% energii jaką dostarczamy organizmowi powinna pochodzić właśnie z tłuszczów. Możemy oczywiście ograniczać ogólne spożycie tłuszczów zwłaszcza jeśli cierpimy na nadwagę, ale nigdy nie możemy ich całkowicie wyeliminować z naszej diety.


   od dłuższego już czasu spieramy się jednak na temat czym smarować kanapki – masłem czy margaryną. Można oczywiście nie smarować ich wcale – a od razu posmarować np. serkiem czy pastą na chleb. A jeśli jednak smarować, to czym?


   masło – klasyczny produkt do smarowania. Moim zdaniem bardzo dobrze smakuje i ma długą tradycję. Podkreśla się, że dostarcza witamin A, D i E oraz karotenoidów mających właściwości antyoksydacyjne, ale nie tylko masło posiada je w swoim składzie. Pamiętajmy, że masło to ok. 80% tłuszczu, w którym większość to tzw. NKT – nasycone kwasy tłuszczowe – nie są one korzystne dla naszego zdrowia bo zwiększają nam poziom cholesterolu. Nie powinniśmy tez smażyć na maśle ponieważ dłuższe jego podsmażanie powoduje, że staje się rakotwórcze. Masło jest ponadto produktem zwierzęcym – dlatego nie jedzą go np. weganie. Powinny go unikać również osoby z nietolerancją laktozy.

   margaryna – nie jest taka twarda jak masło, dzięki czemu łatwiej nam rozsmarowywać ją na kanapce ale nie powinien być to jedyny wyznacznik naszego przekonania się do niej. Tak jak masło zawiera tłuszcze nasycone, choć przede wszystkim w jej składzie znajdziemy NNKT – niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe, a te są bardzo zdrowe. Pamiętajmy jednak, żeby sprawdzić dokładnie na opakowaniu skład wybieranej przez nas margaryny. W margarynie znajdziemy niestety również utwardzone tłuszcze roślinne i choć dziś przekonuje się nas, że technologia produkcji jest o wiele lepsza niż wcześniej i dzisiejsza margaryna nie jest tą wczorajszą – mimo wszystko jest wielu przeciwników margaryny – i pewnie słusznie - margaryna zawiera bowiem bardzo niekorzystne dla zdrowia kwasy trans, powstające podczas jej utwardzania. Nie ma też w niej naturalnych witamin – dodawane są one sztucznie, razem z barwnikami i aromatami. Nie smażmy też na miękkich margarynach.


   oliwa z oliwek – mój wybór na kanapki i do sałatek. Choć nie będę się spierała, że istnieje jeszcze wiele olejów, które godne są naszej uwagi (np. lniany, koksowy do smażenia, z pestek dyni itd) wybrałam oliwę właśnie dlatego, że dość miałam ciągłej zmiany zdań naukowców na temat czy zdrowsze jest masło czy margaryna – to jest mój sposób na rozwiązanie problemu i zaraz postaram się przekonać Was dlaczego.
Najzdrowsza jest ta z pierwszego tłoczenia – extra virgin. Zawiera jednonasycone kwasy tłuszczowe, które korzystnie wpływają na układ krwionośny (obniża poziom złego cholesterolu – LDL i podnosi poziom dobrego – HDL, obniża ciśnienie krwi), zawiera witaminę E i polifenole (antyutleniacze) – które zwalczają wolne rodniki. Oliwa pomaga przy kamicy żółciowej, polecana jest przy nieżycie żołądka i jego owrzodzeniu oraz w zaparciach. Oczyszcza organizm i reguluje trawienie. Wyrównuje poziom cukru we krwi.  Zawiera kwas oleinowy – działający antyalergicznie. Bogata w witaminy A, D, E, K. Zwiększa też przyswajalność witamin.

zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy lubią smak oliwy z oliwek. Warto jednak spróbować umoczyć w niej kanapkę przed nałożeniem okładu i spróbować przekonać się do niej. Ja uwielbiam smak oliwy i jej zapach. Często znajomi dziwią mi się jednak jak „smaruje” nią chleb – a ja po prostu najczęściej wylewam jej trochę na talerz, czasami dosypuję do niej ziół np. bazylii, a następnie delikatnie maczam w niej kanapkę tak, żeby nie ociekała tłuszczem, ale w miarę możliwości była cała nim pokryta. Nabierając wprawy można też próbować od razu polewać kanapki oliwą z butelki – ale trzeba uważać, bo łatwo z kanapki zrobić wtedy nasiąkniętą, tłustą gąbkę...

oliwa jest przeze mnie wykorzystywana także jako kosmetyk – oliwkowy kompres nawilża skórę, wygładza zmarszczki, odświeża, natłuszcza, koi skórę, odbudowuje płaszcz lipidowy naskórka. Można dodawać ją także do kąpieli. Dodaję ją do maseczek na włosy, można maczać w niej paznokcie.

trzeba przechowywać ją w ciemnym i chłodnym miejscu, trzymana w lodówce – gęstnieje.



nie mam w lodówce ani masła ani margaryny. Tej ostatniej nie żałuję wcale. Masło zawsze bardzo lubiłam ze względu na smak – ciepła bułeczka posmarowana masłem jest pycha! Ale zrezygnowałam. I nie żałuję!

wtorek, 25 czerwca 2013

co z tą wodą?

człowiek składa się w 70% z wody nie dziw więc, że zaleca się codziennie wypijać jej ok 2 litrów. Jaką wodę jednak wybrać, skoro półki sklepowe uginają się pod naporem różnych butelek? A co z wodą z kranu, czy można ją pić?


wody butelkowe dzielimy m.in. według kryteriów mineralizacji (podział może być również dokonany ze względu na współczynnik pH, którego wartości najczęściej trudno doszukać się na etykietach butelek. Współczynnik poniżej 7 to odczyn kwasowy, równy 7 - obojętny a powyżej 7 – zasadowy. Najlepszym współczynnikiem jest 8 – 9.5, zaleca się natomiast spożywanie wód o współczynniku od 7.4).

   wody źródlane, których jest najwięcej na półkach sklepowych, to moim zdaniem tzw. kranówki (a w niektórych przypadkach, w odniesieniu do składników mineralnych nawet są one gorsze od wody z kranu) – po prostu nie opłaca nam się ich kupować. Pamiętać należy, że częste picie wody źródlanej w zasadzie wypłukuje z organizmu niezbędne minerały, a więc wpływa niekorzystnie na nasz organizm. Te same wody natomiast są polecane dzieciom do lat 6 (dlatego na niektórych etykietach wód można doczytać się, że woda polecana jest dzieciom, co błędnie jest tłumaczone przez wielu konsumentów, że taka woda jest najlepsza dla naszego zdrowia).
   wody mineralne dzielimy na nisko, średnio, wysoko zmineralizowane oraz wody lecznicze (te ostatnie najlepiej pić po konsultacji z lekarzem, ponieważ są bardzo wysoko zmineralizowane). Nie zawsze też wysoka mineralizacja wskazana jest dla każdego, na ogół przyjmuje się, że dla ludzi zdrowych najlepsze są wody nisko i średnio zmineralizowane, a od czasu do czasu wody o wysokim stopniu składników mineralnych. Pamiętać trzeba, że składniki w poszczególnych wodach mineralnych się różnią, dlatego ważne jest, abyśmy nie wybierali wody tylko wg kryterium estetyczności etykiety i ceny, ale przede wszystkim spojrzeli na skład składników mineralnych zawartych w wodzie. Niestety nie ma też jednej sprawdzonej wody, która będzie odpowiednia dla każdego człowieka, ponieważ nie każda ilość zawartych poszczególnych składników mineralnych będzie nadawała się do spożycia dla konkretnej osoby (np. duża zawartość sodu jest niewskazana u osób z chorobami układu krążenia). Dobrze jest również sprawdzać ile jest zawartych w wodze takich składników jak fluorki czy bromki – nie są one pożądane w składzie wody. Ważne jest również, aby nie przyzwyczajać się tylko do jednej wody, a pić co jakiś czas wodę o neico innej zawartości składników mineralnych.

co ciekawe nie ma potwierdzenia, jakoby wody z butelek były zdrowsze od wody z kranu, często wręcz zdarza się tak, że różnią się one od siebie jedynie składnikami mineralnymi, których może być więcej w wodach mineralnych z butelek. 
nie dajmy się zwieść marketingowcom usiłującym wmówić nam, że jeśli woda z butelki pochodzi np z górskiego źródła oznacza to, że lepsza jest od wody z kranu wydobywanej ze studni głębinowej. Może okazać się bowiem, że jest zupełnie odwrotnie. Woda z kranu aby była jednak zdatna do picia powinna pochodzić z dobrego źródła, nie jest dobrze, jeśli w naszym mieście woda z kranu np. mocno pachnie chlorem. Na czystość wody duże znaczenie ma również stan rurociągów i naszych kranów – to w nich czai się najwięcej zanieczyszczeń. Na rynku są dostępne filtry, które uzdatniają i przede wszystkim oczyszczają wodę z kranu. Okazuje się niestety, że podczas wielokrotnej filtracji woda ta zostaje nie tylko pozbawiona zanieczyszczeń i metali ciężkich ale również składników mineralnych... dlatego w takiej sytuacji ważne jest uzupełnianie składników mineralnych np. warzywami i owocami, które de facto na co dzień powinny pełnić podstawowe ich źródło, nawet mimo wypijania wód mineralnych. Dobrym rozwiązaniem jest zamontowanie urządzenia filtrującego, które jednocześnie będzie ponownie mineralizowało naszą „kranówkę”, jednak koszty montażu mogą okazać się bardzo wysokie. Za to koszty spożywania wody z kranu w porównaniu z kosztami jakie wydajemy na zakup wód butelkowych są znacznie niższe.


! pamiętajmy, że napoje takie jak kawa czy herbata przyczyniają się do odwodnienia naszego organizmu i wypłukiwania z nich dobroczynnych składników mineralnych. Stąd zaleca się po wypiciu kawy wypić wodę – własnie po to, aby choć trochę uzupełnić ilość minerałów.
! dobrze jest mieć przy sobie wodę i popijać ją małymi łykami przez cały dzień, a nie wypijać od razu pół butelki. Dla oczyszczania organizmu zaleca się wypijanie szklanki ciepłej wody z wyciśniętym sokiem z połowy cytryny rano na czczo, najlepiej ok pół godziny przez pierwszym posiłkiem.
! ograniczmy raczej spożywanie wód gazowanych – zwłaszcza osoby z zespołem jelita drażliwego, chorobą wrzodową nie powinny po nią sięgać.


Pamiętajmy, że nie powinniśmy dopuścić do odwodnienia organizmu, dlatego pijmy mądrze i na zdrowie!

poniedziałek, 24 czerwca 2013

piękny Jaś z pomidorami i papryką

będąc w kuchni...


... przygotowałam na dzisiejszy obiad zupę z fasolą piękny Jaś, pomidorami i papryką. 
jest to z pewnością świetny pomysł na obiad w upalne dni ponieważ świetnie smakuje zarówno na gorąco i "na letnio". Przepis jest w całości wegetariański - nie znajdziecie w nim ani grama mięsa. 
zupka jest zdrowa i pożywna, a w dodatku nie umniejsza znacznie naszego czasu ani portfela.

składniki:
- szklanka ugotowanej z dodatkiem liścia laurowego i ziela angielskiego fasoli piękny Jaś
- puszka krojonych pomidorów
- ok 2 łyżek koncentratu pomidorowego
- czerwona papryka
- 4 marchewki
- kawałek selera
- korzeń pietruszki
- 1 cebulka
- 2 ząbki czosnku
- 2 kostki rosołowe
- sól, słodka papryka, trochę pieprzu, odrobina cukru, lubczyk, ziele angielskie, liść laurowy, bazylia, odrobina tymianku (opcjonalnie)
- natka pietruszki

co z tym zrobić:
   fasolę namoczyć przez noc i ugotować następnego dnia do miękkości z dodatkiem odrobiny soli, liśćmi laurowymi i kilkoma ziarenkami ziela angielskiego. Po namoczeniu resztę wody wylewam i gotuję fasolę w nowej wodzie a po ugotowaniu wylewam tą wodę.
   w garnku do zupy wlać odrobinę oleju, podsmażyć na nim pokrojoną w kosteczkę cebulkę, dodać czosnek - zmiażdżony i pokrojony na średnio drobne kawałki. 
   całość zalać wodą - dolałam ok 2 litry. Dodać kawałek selera, pietruszkę (można też marchew w całości, ale ja dodaję później pokrojoną, żeby się zbytnio nie rozgotowała) dodać 2 kostki rosołowe. Można wsypać odrobinę tymianku. Dodać nieco bazylii, parę listków laurowych (ok 2-4) i kilka ziaren ziela angielskiego. gotować ok 10-15 minut. 
   dodać pokrojone w talarki marchewki, pokrojoną w kosteczkę czerwoną paprykę. Następnie dodać puszkę krojonych pomidorów i włożyć ok 2 łyżek koncentratu pomidorowego. Po ok 5 minutach dodać również ugotowaną fasolę. gotować do miękkości marchewki. 
   doprawić do smaku - wg uznania dosolić, dodać papryki słodkiej, lubczyku, cukru (dla pomidorów, ja dodałam ok 1 płaskiej łyżki), można dodać nieco pikanterii - dodając pieprz czarny.
   po nałożeniu posypać posiekaną pietruszką. 

smacznego!

wszystkie potrawy robię "na oko" i często eksperymentuję w kuchni. Dlatego sami musicie ocenić czego dodać więcej, czego mniej, a co dobrze byłoby zmienić w przepisie. 

pijąc aromatyczną kawę... czyli początek

pijąc aromatyczną kawę postanowiłam założyć bloga. Robię to przede wszystkim dla siebie, jeśli przy tym skorzysta także garść czytelników - będzie mi niezmiernie miło.
tematyka bloga ma w założeniu dotyczyć szeroko rozumianego zdrowego stylu życia, czyli tego, czym od niedawna się interesuję. Jednak planuję od czasu do czasu pisywać również na tematy niezwiązane ze zdrowiem. Jakie to będą tematy...?
o ile chęci i natchnienie nie zawiodą i nie opuszczą mnie po paru pierwszych wpisach - sama się przekonam i sami się przekonacie przyszli czytelnicy.

zapraszam do komentowania i wymiany informacji, argumentów i własnych przemyśleń związanych z blogiem i wpisami.